Proza

Eugeniusz Obarski

"Najwyższe osłupienie"

(Projekt nie istniejącego rozdziału 23. dowolnej książki)

 

 

"Człowieka prostolinijnego, który umie mówić tylko prawdę,

uważa się za mąciciela powszechnego spokoju".

Monteskiusz

Niewykluczone, iż jedną z najbardziej krańcowych form odbioru książki-"parodii" pt. "Principia Discordia", będzie postawa przypominająca wielu "freudystów" (nazwijmy ich umownie freudystami dla ważnego aspektu ich działalności), którzy zredukowali wszelką twórczą aktywność człowieka - sztukę, filozofię, religię, muzykę, literaturę - do przejawów oralnego czy analnego erotyzmu lub czegoś jeszcze innego (np. infantylnego kazirodztwa). Trudno, hail Eris!. Skutkiem tej cynicznej implikacji jest jednakowe u wszystkich ludzi (z wyjątkiem, ma się rozumieć, dyskordian!) poczucie winy: okazało się bowiem, iż postawy pełne libido nie są wcale a wcale naturalne, a poetów i mędrców zawsze można zdemaskować i wykazać, iż uprawiają wstrętne, nieczyste procedery. Przypomina to psychologię policyjną, która twierdzi, że wszyscy ludzie, łącznie z policjantami, są przestępcami. Innym aspektem tej postawy jest stanowisko utwierdzające rzesze naiwnych w przekonaniu, że są oni w posiadaniu kozła ofiarnego przedniej marki, co w praktyce wygląda tak, że to nie my, ludzie, coś spieprzyliśmy, a Szatan! Jakaż to wygoda i oparcie dla bojaźliwych dusz, które nie zaznały nigdy smaku ani zwycięstwa ani porażki! Oto mistyka szwankującego serca i głowy, mająca swoje racje, których nie zna rozum!

Na szczęście istnieje szereg możliwości, aby się powyższym trendom, zwanym tutaj Przekleństwem Szarej Twarzy, nie poddawać. Lektura Principia Discordia stanowi naturalnie jedną z nich, ponieważ Principia Discordia jest egzemplifikacją potencji uzdrawiającego śmiechu wpisanego w strukturę Kosmosu i Wszechświata! Podamy dalej kilka przykładów ludzi, którym udało się w taki czy inny sposób wyrwać się z owego zaklętego freudowsko-szatańskiego kręgu i przekroczyć Święty Rubikon Utylitarnej Niewiedzy by w efekcie zostać dyskordianami. Jeśli więc inteligencję zdefiniujemy jako zdolność do koncentracji i skupienia uwagi (podobnie jak buddyjską uważność i totalną obecność), wówczas będzie to wystarczające uzasadnienie dla hierarchii wartości metafizyki i moralności dyskordian.

A teraz zapowiedziane przykłady; być może przeoczone przez autorów "Principia Discordia", a może nie przeoczone: Zenon z Elei, (V w. przed Narodzinami Syna Bożego), grecki filozof, siłą rzeczy eleata, miłośnik paradoksów, który zaprzeczał istnieniu jakiegokolwiek fizycznego ruchu, na co przedstawił słynne dowody: "Achillesa i żółwia", "Lecącej strzały". Ponieważ nikt nie był skłonny mu uwierzyć, że wystrzelona z łuku strzała nigdzie nie leci, a Achilles mimo wysiłków nigdy nie przegoni żółwia, dał sobie z tym spokój i otworzył mały sklepik magiczny w centrum Aten. Można było nabyć tam u niego różne dziwne rzeczy, lecz największą popularnością cieszyły się wiązki promieni słonecznych (które na życzenie był w stanie gremplować) i obłoki przeszyte piorunem. Zenon po prostu zrozumiał, że wszelkie intelektualne widzenie rzeczywistości jest zawsze niepełne i względne, a teorie filozoficzne i religijne są tworem dualistycznego i błądzącego umysłu. Kolejny przykład: jogin Libidoananda (z racji swej bajecznej urody znany w Nepalu jako Mahalinga). Przedarł się on przez ostatnie zasłony niewiedzy i zupełnie swobodnie wstępuje teraz w pustkę strumieni bytu i czasu. Warto zapoznać się z jego metodą - wstępuje w nie naprzemiennie lub jednocześnie, a także nie naprzemiennie i niejednocześnie, jak również ani jednocześnie, ani niejednocześnie, ani nie naprzemiennie, i jeszcze jakoś tam, np. bokiem). Ten mistagog, objawiający się pod najróżniejszymi szerokościami geograficznymi dzięki boskiej umiejętności wykorzystywania zakrzywienia czasoprzestrzeni, dla którego mądrość nie była i nie jest żadną skarbnicą, żadną sumą wiedzy, a wyłącznie sposobem życia i jego formą wywiedzioną z zalet duszy, nieprzerwanie obwieszcza światu bezsilną już legendę Zeusa (m.in to, że ciskane przez niego błyskawice chybiają celu, tak jak to miało miejsce w przypadku bezsensownego uderzenia rozczapierzonego pioruna w namioty Czerwonego Krzyża na Saharze podczas "XXIII Dyskordiańskiego Rajdu Niewidzialnych i Niewidomych" w 1897 roku), a także i to, że bogowie pojawiają się i odchodzą, bo też mają swoje losy, lecz my, ludzie, trwać będziemy wiecznie. I tak dalej. Mahalinga, co godne pokreślenia, gardzi głośną na cały świat indyjską sztuczką z liną, będącą dla niego znakiem inteligencji oszustów i probierzem imbecylizmu podziwiających ją widzów, ponieważ wstąpił w miejsce, gdzie jedna myśl zniknęła, a druga jeszcze się nie pojawiła. Z tego miejsca świat wygląda na cyrk zarządzany przez idiotów, a gazety, radio i telewizja podają kretyńską papkę; nawet te najpoważniejsze informacje możesz zgrupować w jeden dział i śmiało zatytułować "Z życia pawianów"*). Idźmy dalej. Pewien członek legislatury Nowego Jorku działającej pod auspicjami Nortona I, cesarza Ameryki, w tym również członek stanowej (Utah i Pennsylwania) połączonej komisji antymonopolowej d/s. wyznań noszącej nazwę "Cielec Nie!", wygłaszał podczas pobytu na Antylach (nawiasem mówiąc w dzień św. Walentego) swe doroczne przemówienie. A gdy przemawiał (do heretyckiego odłamu rastafarian mających za nic hagiografię Cesarza [ale nie Nortona I, tylko cesarza H.S.], muzykę reggae i święte ziele, a będących uczniami Egzosferycznej Trójcy [patrz: atmosfera]: Gustawa Junga, Wilhelma Reicha i Timothy Leary'ego oraz amatorami dwuetyloamidu kwasu lizergowego) przeszedł traumatyczne doświadczenie dające mu niezłego kopa, to jest przedsmak transcendencji. Otóż w momencie kiedy kończył przemowę i jednocześnie, dzięki darowi podzielności uwagi, sprawdzał czy blondyna, którą wypatrzył w 23. rzędzie, jest jeszcze na swoim miejscu, kula nadprzyrodzonego światła (kalibru 23!) utkwiła w jego piersi! Nie, nie; nie był to żaden zamach - to wydarzenie ze wszech miar mistyczne! Dokończył on swe przemówienie lekko uginając się w kolanach i osiągnął w ułamku sekundy pełną i krystaliczną świadomość, że również kula ziemska, na której stoi, ze świstem zanurza się w Nieuniknione. W ten okrężny nieco sposób poznał stan poza rozumującym umysłem i powziął decyzję co do praktyki, która jest poza jakimkolwiek wysiłkiem. Nauczał potem już tylko za pomocą wymownego milczenia, strzelania z bata, albo brzemiennego w znaczenie wymachiwania do zgromadzonych czym popadło: chusteczką do nosa, aktówką, parasolem, tym, co akurat było pod ręką, czekając, aż ktoś ze zgromadzonych, trwających w najwyższym osłupieniu uśmiechnie się, w czym on widziałby znak pomyślnego zakończenia swej kolejnej misji. Zwróć też uwagę na przypadek emerytowanego pastora Kościoła Mykologicznego (nomen omen z Sacramento), zwanego też Kościołem Wszystkich Świętych Grzybów, bliźniaczej teogonicznie denominacji Kościoła SubGeniuszu z Teksasu), kościoła, prawdę mówiąc, zupełnie nie wyglądającego na kościół, lecz na jaskinię zbójców (naturalnie znacznie bardziej w oczach konserwatywnie nastawionych wyznawców!); właśnie ów pastor sakramencki był tym dziwakiem, który kopał w ziemi tunel do Chin i - jak twierdził - dotarł już tak blisko, że słyszał brzęk chińskich garnków i kociołków, czuł też zapach świeżo zaparzonej zielonej herbaty. Były to owe sławetne wykopaliska podczas których natknął się on na sinantropa, zwanego także "człowiekiem pekińskim", który w tym samym czasie drążył tunel najwyraźniej w odwrotną stronę, klnąc przy tym na czym Ziemia stoi! W kilka dni później nasz sacramento-man nałożył liturgiczny szlafrok zdobny w 23 zielone pawie i skoczył w gardziel tunelu - w efekcie pojawił się zupełnie nieoczekiwanie w chińskim pawilonie herbacianym wylatując z dziury w ziemi w powietrze dokładnie w tym samym momencie, gdy pewien turysta z Macao wyzwalał migawkę swego aparatu fotograficznego (mniejsza o jego markę, nie miejsce tu na reklamę). Świat wkrótce obiegły ekscytujące zdjęcia lewitującego taoisty! Na dodatek lewitującego do góry nogami! Naturalnie natychmiast oskarżono Iluminatów Bawarskich o spreparowanie tych zdjęć (zupełnie tak samo bywa dzisiaj w przypadku opublikowania kolejnych zdjęć UFO!). Kiedy pokazano mu gazety z tymi zdjęciami i zapytano co o tym sądzi, wzruszył ramionami. "Świat jest zarówno rzeczywisty jak iluzoryczny" - powiedział.

 

* * *

Ty też, Czytelniku, obok wyżej wymienionych, możesz być wymownym przykładem, jeśli naturalnie zechcesz! Pamiętaj jednak, że wszyscy przebudzeni przez Eris zmuszeni byli korzystać później dla swego bezpieczeństwa z rytuału Zakrycia Się Kilimem Nieba, zwanym również rytuałem Zasłonięcia Obłokiem Magellana, a mimo to dyskordianom znana jest pełna liczba przebudzonych poruszających z ukrycia światem za pomocą dyskordiańskiego koła sterowego - chodzi o 23. Psychodelicznych Trans-Sprawiedliwych! Ich rozjarzone tęczowym blaskiem szyszynki widać z najdalszych zakątków Kosmosu! Gdybyś to zobaczył byłoby to dla ciebie naprawdę wzruszającym przeżyciem! Pamiętaj, że wiele szarości da się odegnać śmiechem. Jak powiedział w jednej ze swych iluminacji dyskordiański apostoł Hung-Mung: śmiech to zdrowie. Pozbądź się więc strachu przed śmiechem, bo to najgorszy rodzaj strachu; to strach przed życiem i wynikająca zeń powaga z ponurym szarym błyskiem w oku, mogąca w mgnieniu tego oka powalić nawet stado słoni, któremu w takiej sytuacji nie pozostaje nic innego jak powziąć decyzję o zaprzestaniu istnienia na planie fizycznym. Kto wie czy z tego samego powodu nie popełniają ostatnio samobójstw wieloryby celowo osiadając na mieliznach? Bądź więc uważny, omijaj mielizny!

O cóż w końcu chodzi dyskordianom jak nie jedynie o życie w pełni wolne, a więc posiadające więcej niż 3 lub 4 wymiary, a które tylko wówczas - w rozumieniu dyskordian - może posiadać wartość moralną, bo być wolnym to dobro, stać się wolnym, to niebo. Niebo?! Niestety oglądając dziś popisy lotnicze już mało kto pamięta o frenetycznych akrobacjach powietrznych w wykonaniu smaganych wiatrem Zastępów Anielskich (akrobacjach uprawianych zresztą z zastanawiającą skłonnością do korkociągu). Czasem jeszcze ktoś z tej antycznej formacji dobywa z szafy ołtarzowej skrzydeł, ale tak czy inaczej dawna świetność bezpowrotnie przeminęła... To z tego oto powodu swe objawienie zesłała nam Eris-Discordia, zrzucając na Ziemię podejrzane Złote Jabłka. Ten, kto je podniósł, mógł cieszyć się ostrym i nie zamglonym iluzją widzeniem (patrz sztuczka z liną!). I mógł być wolnym - tak od uprzedzeń jak od propagandy sukcesu, uprawianej bez wyjątku przez sekty, reklamę, polityków, wojsko i kościoły - cały ten hałaśliwy patriarchalny show-business obsługiwany przez uzbrojonych po zęby agresywnych i niepoczytalnych troglodytów, zaślepiony pychą i fanatyzmem establishment szarości ze swymi "najwyższymi bóstwami" (pośród których nie ma Eris!), "świętymi wartościami" (pośród których nie ma Chaosu!) i hierarchiami społecznymi w kształcie piramidy (dzięki czemu powstało pojęcie piramidalnej głupoty!) od zarania dziejów świata tłamszący każdego myślącego, wrażliwego człowieka, niszczący świat i życie samo. "Ludziom, którzy żyją tylko jakąś ideą, nie powinno się oddawać w ręce losów świata" (Karel Capek). Nieźle powiedziane, prawda?

Chciałbyś móc czuć się wolnym od zmagań i zgiełku tego świata nie będąc jednak bezproduktywnym cynicznym outsiderem? No więc jak myślisz: dlaczego na Cyprze oddawano cześć brodatej Afrodycie, a w Italii czczono łysą Wenus? Nie wierz w żadne androgyniczne tłumaczenia tego faktu - to bezspornie sprawka bogini Eris! Na pytanie jak było to możliwe i po co to zrobiła, odpowie ci "Principia Discordia". I z całą pewnością na całą masę innych pytań. Obyś więc miał ich jak najwięcej, bo zakładasz fundusz z którego w przyszłości czerpać będziesz dochody! Zdecydowanie lepiej jest mieć kapitał pod własną kontrolą. Zaufaj dyskordianom - mówią prawdę i tylko prawdę kiedy powiadają: jesteśmy hordą filozofów, teologów, magów, naukowców, artystów, klaunów, i innych maniaków zainteresowanych Eris, Boginią Zamętu, i wszystkim, co Ona czyni. Oto co ci podpowiedzą:

 

Nie przyjmuj niczego tylko dlatego, że powiedział ci o tym twój nauczyciel,

albo dlatego, ze zostało to napisane w twojej świętej księdze,

albo dlatego, że wierzą w to miliony,

albo dlatego, że zostało ci to przekazane przez przodków.

Przyjmij i żyj jedynie według tego, co pozwoli ci

ujrzeć prawdę twarzą w twarz.

Oto twarz "Principii Discordii". Oto twarz Eris (Hi Eris!)

Kalif Eugo

Korpus Avatarów

Obwoźny Dom Apostołów Eris

(Pisane w miesiącu Drewnianej Wody, w Święto 23. Żywiołów).

*) Autor przeprasza niewinne małpy za nieprzemyślaną i krzywdzącą je aluzję. Co do tajemniczej liczby 23: nie bez powodu było aż dwóch papieży Janów XXIII, nie bez powodu Prorok Muhammad poznawał Koran wers po wersie przez... 23 lata (Tora np. została objawiona Mojżeszowi na Synaju jednorazowo i w całości!), nie bez powodu Arabowie uporali się ze starymi kultami w ciągu... 23 lat, co np. Narodowi Wybranemu zajęło... 700 lat nim przyjął monoteizm! A starsi Czytelnicy pamiętają zapewne z ekranu telewizyjnego głośnego agenta oznaczonego kryptonimem J-23... Czy to tylko przypadki? Zakończmy więc koanem: "Po jednej stronie drogi stoi klasztor męski, po drugiej - żeński. Nic w tym złego, ale może być". Fnord! (...)

Eugeniusz Obarski

 

Powrót


Czary Magia Ezoteryka>