Metamedytacja

Od wielu lat słyszymy na Zachodzie o medytacji. Część osób fascynuje się nią do tego stopnia, iż rozpoczynają autentyczny trening u mistrzów np. Dalekiego Wschodu. Medytacja to zjawisko ludziom zachodnim dość nowe i obce, dlatego postanowiłem – jako osoba od wielu lat parająca się różnymi formami medytacji – podzielić się swoją wiedzą i doświadczeniem, jakie zdobyłem dzięki praktyce medytacyjnej.Na samym początku warto odpowiedzieć sobie na pytanie „czym jest medytacja?”. Słowo to oznacza „głęboką autorefleksję”. W medytacji zasadniczo – także tej wschodniej – reflektujemy samych siebie. Przedmiotem medytacji jest ostatecznie nasza własna natura, którą można nazwać psychiką, duszą, jaźnią, „ja”.

Medytacje Dalekiego Wschodu różnią się znacznie od tych, które popularyzuje się w wielu kręgach, zwłaszcza w tzw. „ruchu New Age” (różnie można rozumieć pojęcie Nowej Ery). Nierzadko, może nawet wypada powiedzieć iż zazwyczaj idea medytacji dalekowschodniej jest wypaczona, wykoślawiona, rozumie się medytację opacznie.

Medytacja dla jej praktyków zrzeszonych w takich tradycjach jak zen, bon, joga to rzecz święta. Medytacja bowiem odsłaniając przed nami podstawy naszego własnego bytu przynosi oświecenie na temat absolutu, tego co możemy nazwać „Bogiem”.

Nie słowa są w tym momencie istotne ale fakty, wydarzenia które odsłania przed nami medytacja. Medytacja to proces niezwykle subtelny, posiadający swoją złożoność, wielopoziomowość i wieloaspektowość. Do medytacji powinniśmy podchodzić jako do czegoś świętego. Dzięki medytacji odkrywamy, że wszystko jest święte, że świat i nasze ciała są świetliste, energetyczne, subtelne. Medytacja pozwala nam dotknąć sakralnego poziomu w nas samych poprzez wewnętrzne i bezpośrednie doświadczenie.

Dziś brakuje takiego podejścia do medytacji, którego uczą nas mistrzowie wschodni – ci rokrocznie – jak lama bon Tenzin Wangyal Rinpocze – odwiedzają Polskę i uczą nas medytować. Z punktu widzenia praktyki medytacja nie jest niczym śmiesznym jak uważają niektórzy ludzie. Śmiesznym jest fakt iż jest się człowiekiem nowoczesnym, inteligentnym i wykształconym a nie praktykuje się medytacji.

Medytacja uczy nas głębokiego, świętego stosunku nie tylko do nas samych, do przyrody, ale i do kultury oraz religii. Medytacja odkrywa przed naszą świadomością te sfery, w których doświadczamy duchowości. Są to same korzenie naszej indywidualności, oryginalności, osobowości. Jako taka medytacja przynosi nam zatem wiedzę o życiu, o tym jak skonstruowany jest człowiek oraz z jego punktu widzenia również i świat.

By posiadać wiedzę potrzebujemy doświadczeń. Medytacje dalekowschodnie nie polegają na przyjmowaniu jakiejś wzniosłej koncepcji i kontemplowaniu jej w swojej głowie. Medytacja odzwierciedla się w naszym ciele, w naszej energii i w naszym umyśle. Poprawia nasze zdrowie, uczy nas cnót życiowych, przynosi oświecenie i zrozumienie tego, co to znaczy być człowiekiem.

Medytacja w miejsce ślepej wiary oferuje nam doświadczenia, w miejsce górnolotnych koncepcji wiedzę racjonalną, opartą na doświadczeniu.

Potrzeba wiele otwartości i odwagi by móc wypróbować medytację. Potrzeba wielkiej elastyczności myślenia a także sceptycyzmu by w ogóle ją praktykować, by rozważyć taką możliwość i by odróżnić medytację dalekowschodnią od jej tanich namiastek w myśl powiedzenia „gdy pijesz wodę pomyśl o źródle”.

Medytacja jest procesem naukowym, w którym bierze udział nasza sensytywność. To, co wydarza się w medytacji ma związek z naszymi zmysłami. Dlatego niezmiernie istotne jest skąd czerpiemy wiedzę oraz czy decydujemy się systematycznie ją realizować. Wszelkiego rodzaju „prądy ducha” i mistyfikacja mogą tylko osłabić naszą percepcję i przeszkodzić medytować.

Z takimi bowiem rzeczami bywa kojarzona medytacja: z oszołomieniem, z dziwnymi stanami świadomości, z wydarzeniami enigmatycznymi i niezrozumiałymi. Medytacja dalekowschodnia nie ma z tym nic wspólnego. Jest to wiedza ludzka zastosowana metodycznie, racjonalnie, systematycznie i krytycznie.

Gdy pozbywamy się analizy i zdrowego rozsądku automatycznie przestajemy medytować. Gdy jednak poprzestaniemy na pospolitych, pozornie naukowych poglądach o medytacji, o jej domniemanym irracjonalnym charakterze stać się może iż nawet nie zaczniemy jej uprawiać.

Obawa nie powinna powstrzymywać nas przed przechodzeniem przez jezdnię a sceptycyzm nie jest negatywizmem. O medytacji należy mówić w języku nauki, która jest zajmowaniem się przez człowieka faktami. Istnieją fakty zewnętrzne i wewnętrzne ale są one jednakowo autentyczne; te wewnętrzne nie muszą być od razu mniej prawdziwe. Medytacja to działanie wewnętrzne a życie człowieka powinno – według Dalajlamy, który sam jest mistrzem medytacji – składać się z większej ilości aktywności wewnętrznej niż zewnętrznej. Jest to ludzka droga do mądrości, do ćwiczenia umysłu i szczęścia jakie to ze sobą niesie.

By naprawdę zrozumieć medytację potrzeba jej spróbować. Osobie, która nigdy nie jadła soli nawet najwykwintniejsze opowieści o tym jak ona może smakować nie zastąpią samego doświadczenia słonego smaku. Teksty mistrzów medytacji stają się zrozumiałe tylko wskutek praktyki, inaczej pozostają one niewiarygodne, fantastyczne i ludzie przyjmujący tylko literę mogą w ten sposób sami sobie zaszkodzić.

W Tybecie wykonuje się torby ze skóry jaków, które naciera się masłem i wystawia na słońce aby stały się miękkie. Torba symbolizuje w tym momencie praktykującego, masło jest nauką, wiedzą teoretyczną a słońce bezpośrednim doświadczeniem. Gdy wszystkie te elementy istnieją skóra staje się miękka i nadaje się do wyrobu torby. Istnieje jednak inna możliwość: gdy masło przechowywane jest w torbie przez długi czas. Torba, niegdyś miękka staje się bardzo twarda i nie zmiękczą jej już nawet kilogramy masła: podobnie ktoś gromadzący wiedzę konceptualną o medytacji bez jej doświadczenia, uprawiania staje się twardy i może się okazać że jego pseudo-intelektualizm na całe życie odwróci go od drogi medytacji i uniemożliwi mu praktykowanie oraz tworzenie doświadczeń.

Medytacji nie można zrozumieć z poziomu fizycznego. Potrzeba zacząć ją praktykować by zdobyć właściwe jej pojęcie. Istnieje zatem ryzyko, iż pod wpływem pojęć nabytych, pod wpływem utartych koncepcji na temat medytacji czy wreszcie wielu – nierzadko wykluczających się wzajemnie – „oryginalnych” interpretacji czy też znaczeń słowa „medytacja” osoby, które co prawda pragną medytować odrzucą taką możliwość.

Nie proponuję w niniejszej publikacji jakiejś definicji medytacji z tego względu, iż może ona przyczynić się do manipulacji lub nadmiernego myślenia. Wskazuję natomiast na potrzebę podjęcia się praktyki, prób technicznych. Oczywiście warto wiedzieć iż tradycyjne techniki dalekowschodnie mają długą naukową historię, zostały sprawdzone przez rzesze adeptów i jako takie zasługują na poważne ich potraktowanie.

Nie można tego powiedzieć o wielu nowoczesnych, „psychocybernetycznych”, które trącąc może żargonem naukowym nie zostały dostatecznie zweryfikowane, są niewiarygodne a niekiedy nawet fantastyczne.

Istnieje takich metod i ich rozpowszechnianie pod szyldem medytacji powoduje, iż ucierają się nawet na gruncie akademickim pojęcia medytacji jako czegoś myślnego, egzotycznego, odległego od realiów. Nierzadko również łączy się pojęcie medytacji z aktywnością jakichś „duchowych” nauczycieli, którzy choć uznani przez wiele osób, niekiedy nawet autorytety naukowe zubożają lub przekręcają charakter sztuki medytacyjnej.

W niniejszej pracy posługuję się nauką lamów tybetańskiego bon. Jest to bardzo stara tradycja o silnych monastycznych ośrodkach. Ewoluowała – jak każda – ale jest niewiele zachowała swój hermetyzm, wewnętrzną koherencję, racjonalną metodologię i metodykę.

Nie jest rzeczą uprawnioną uznawać naukowy charakter jedynie nauce akademickiej. Wszędzie, gdzie system posługuje się indukcją, opisem, gdzie wykrystalizował swoje metody i polega na badaniu przyczynowym można mówić o tworzeniu nauki. Taki właśnie jest bon. Medytacja nie wymaga żadnych założeń, opiera się na obserwacji, na doświadczeniu. Przez wiele wieków lamowie bon powtarzali podobne doświadczenia i używali do tego celu podobnych metod, które są swoją drogą uniwersalne, możliwe do zastosowania przez każdego zwyczajnego, chętnego i odważnego mieszkańca Zachodu.

By odpowiednio podejść do metod medytacji należy odciąć swoje uprzedzenia, uprzednie projekcje i pojęcia wyciągnięte z kultury, sztuki, nawet nauki – nie są one bowiem tworzone w oparciu o doświadczenie z technikami systemów tradycyjnych. Odpowiednio znaczy w tym momencie zgodnie z wymogami naukowości.

Można napotkać na wiele destruktywnych praktyk kierując się apriorycznymi poglądami. Nie będziemy w stanie odróżnić tego, co jest metodą bezpieczną od niebezpiecznej, zabraknie nam kryterium, które może i powinna stanowić tradycja medytacyjna.

Jako że mówimy dziś o wielu rodzajach medytacji możemy przywołać wiele tradycji medytacyjnych. W niniejszej pracy mowa o tradycji tybetańskiej, istnieją jednak inne: indyjskie, chińskie, japońskie, koreańskie, także i zachodnie.

Za teoretyczne kryterium można traktować niniejszą książkę (oczywiście o tyle, o ile koresponduje z tradycją tybetańskiego bon – a korespondencję tę pokwitowują przypisy). Nie jest to jednak książka o bon ale o medytacji, dlatego posługuję się w niej językiem tylko niekiedy używającym określeń sanskryckich lub sanskrycko-tybetańskich.

Jest to praca przede wszystkim osoby, która praktykuje medytację. Ma ona nachylenie praktyczne, ma posłużyć za swoisty przewodnik po krainie medytacji znaczeniowo tożsamej z tą, którą napotykamy w buddyzmie bon; można ją nazwać medytacją tantryczną.

Dlaczego tantryczną? Tantra w bon (i nie tylko) oznacza pracę z energią (skr. „prana”, tyb. „lung”) w obszarze ciała. Kompletna praktyka medytacji musi zawierać:

  1. Element cielesny: odpowiednie ułożenie ciała (np. tzw. pozycja pięciopunktowa) i wyregulowany oddech.

  2. Element energetyczny: wizualizacja tzw. ośrodków energii (skr. „czakra”, tyb. „korlo”), kanałów energetycznych (skr. „nadis”, tyb. „tsa”).

  3. Element umysłowy: spoczywanie w naturalnym stanie umysłu; umysł nie może osiągać żadnych wewnętrznych zmian.

Co do ostatniego to medytacja w ujęciu tradycyjnym nie jest osiąganiem żadnego specjalnego stanu. Co innego można powiedzieć o wielu nowoczesnych ćwiczeniach. Mają one nierzadko na celu ingerencję w podstawy umysłowości, radykalną przemianę osobowości. Z punktu widzenia metodologii bon jest to bardzo niezdrowe.

Podobnie też człowiek właściwie medytujący musi umieć wizualizować aspekt energetyczny, w przeciwnym razie padnie ofiarą mentalnych projekcji. Lepiej nie medytować wcale niż medytować nie posiadając zdolności do widzenia czakr, kanałów energii itd. Adept medytacji wg bon powinien opanować techniki wizualizacji elementu energetycznego, który odgrywa znaczącą rolę właśnie w tantrze.

Wreszcie ciało. Pozycja ciała jest decydująca dla ruchu energii i świadomości umysłu. Nie może być byle jaka. Najistotniejsze jest by kanał energii biegnący przez centralną oś ciała pozostał otwarty. Kręgosłup musi być zatem luźno wyprostowany. Pozostałe, opierający się na tym punkty to – w przypadku medytacji siedzącej – nogi skrzyżowane, klatka piersiowa otwarta, broda lekko wciągnięta ku szyi, dłonie na podołku lewa na prawej i wnętrzami skierowane ku górze.

W medytacjach choćby indyjskich wykorzystuje się np. mudry, które również pozwalają zachować energię w obszarze rąk i nadają się do stosowania.

Można zatem podzielić naukę medytacji na trzy części. Najpierw opanowujemy pozycję cielesną, później wizualizację energii w na końcu naturalny stan umysłu. Właśnie w ten sposób będzie prowadzony wykład metody medytacyjnej w niniejszej pracy. Czytający jednak powinien po przeczytaniu wypróbować każdy z elementów by móc nabrać właściwego jego zrozumienia. Jeżeli pozostanie to tylko wiedzą książkową na niezbyt wiele się przyda.

Zanim jednak dojdzie do części praktycznej pozwolę sobie podzielić się w esejach – pisanych w pierwszej osobie – swoimi postrzeżeniami i przekonaniami na temat tego, co nazywamy medytacją, jak też różnorodnych sytuacji życiowych, problemów natury fizycznej czy filozoficznej, psychologicznej czy też artystycznej. Czytelnik nie musi się spieszyć z praktyką. Warto również, by

nabył pewne refleksje na temat życia i swojego w nim miejsca, roli medytacji – choćby czysto hipotetycznie.

Pisanie o medytacji, podobnie jak i sama praktyka powinny być wykonywane w otwartości, naturalności, bez zbędnych obciążeń. Medytacji nie powinniśmy traktować jako ciężkiego obowiązku ale z radością, bez przymusu, może po części jako zabawę, w każdym razie jako radosny eksperyment z rzeczywistością. Medytacja wtłacza energię w każdą dziedzinę naszego życia, dlatego warto zaangażować się takimi, jakimi jesteśmy, bez mistyfikacji.

Byłoby też czymś niedorzecznym rezygnowanie z udogodnień, jakie daje nam technika i popadanie w ascezę. Stara wiedza o medytacji może i powinna być asymilowana we współczesnych warunkach. Zamykanie się na jakieś obszary świata jest według bon zamykaniem się na jakieś obszary samego siebie. Dziś, dzięki sterylnym mieszkaniom, bieżącej wodzie, Internetowi, telewizji medytacja może stać się o wiele mocniejsza niż niegdyś, jako że wielką część czasu i energii adepci przeszłości angażowali w organizowanie sobie warunków zewnętrznych. My nie mamy już tego na głowie.

http://www.taraka.pl/?id=metamedytacja



Co w sieci piszczy, Magiczne Życie

Tagi:



Komentarze

3 komentarzy to “Metamedytacja”

Zostaw Komentarz

(wymagane)

(wymagane)