Bon a filozofia zachodnia
Filozofię wschodnią różni od filozofii zachodniej wiele rzeczy, choć na gruncie filozofii zachodniej uważa się iż wątki filozofii wschodniej są fantastyczne. Gdy mowa o czakrach, o energii życiowej i strukturze człowieka diametralnie różniej od tej, jaką opisują filozofie zachodnie pojawiać się może na ustach wielu uśmieszek i posądzenie filozofii wschodniej o brednie.Choć odkryto już dawno energetyczne emanacje ciała i świat fizyków dawno już przestał być światem grubej materii, to jednak „łatwiej jest rozbić atom niż zniszczyć przesąd” (Einstein). Przyzwyczajenie do traktowania świata a przy tym ciała jako grubo materialnych rzeczy jest nie tylko że niezgodne z odkryciami nauki, ale i z humanistyczną intuicją istnienia czegoś więcej poza bryłami nazywanymi przez nas „rzeczami fizycznymi”.
Bon głosi, iż wszystkie otaczające nas rzeczy są puste, ich struktura jest pusta, nie posiadają wrodzonej egzystencji. Ich istota jest im nadana, nie mają jej w sobie samych. Za kotarą zjawisk, procesów i ciał fizycznych, tych różnych fluktuacji kwantowych stoi podmiot, dusza.
Dusza za pośrednictwem prany kontroluje ciałem poprzez czakry, będące skupiskami energii, skrzyżowaniami kanałów energetycznych. Jest to najsensowniejsze wyjaśnienie filozoficznie relacji, jaka zachodzi pomiędzy duszą nie będącą ciałem a organizmem fizycznym (nieestetyczne, nieetyczne i nielogiczne jest utożsamianie się z tym instrumentem). Fakt poznawania i doświadczania poprzez ciało nie musi nas prowadzić do koncepcji człowieka jako compositum ciała i duszy, którą widzimy np. u Arystotelesa. Bon stoi na pozycji platońskiej – w medytacji np. a-khrid odkrywa się własną istotę jako indywidualną esencję zmieniającą ciała z wcielenia na wcielenie. Odbieranie wrażeń ciała jak i ożywianie go zachodzi dzięki czakrom i tzw. aurze.
Relacje istniejące pomiędzy duszą, energią i ciałem są w bon podstawą dla metod medycyny, która w Polsce przyjmuje nazwę „medycyny energetycznej” (jednym z jej przedstawicieli jest bonpo Jerzy Strączyński). Bariera dzieląca uprawdopodobnienie wątków bon jeśli chodzi o naturę człowieka i jego ciała oraz istnienia energii leży raczej po stronie filozofii i nauki zachodniej, która jest zanadto teoretyczna. Metody bon bowiem należy sprawdzić w praktyce zamiast o nich „gadać”. Samo uprawdopodabnianie pojęć i twierdzeń bon, wnioskowanie z przesłanek nie ma sensu i może jedynie osłabić związek bon z Zachodem – zabraknie bowiem więzi semantycznej pomiędzy użytkownikami pojęć a rzeczywistością. Potrzebni są ludzie, którzy zechcą popraktykować i sprawdzić na własnej skórze metody pracy z czakrami, nie wystarczy coś na ich temat przeczytać by się o nich czegoś dowiedzieć jako że bez doświadczeń i ich autentycznego empirycznego odkrycia ich istnienie będzie kwestią polemiczną.
Cała budowla spekulacji na temat bon stanie się zatem domem pozbawionym fundamentów.
Dopiero wysiłek w poznaniu medytacyjnym może zaprowadzić do prawdy, dopiero postępowanie za instruktarzami nauczycieli bon uprawnia do wypowiadania się filozoficznie i godnie na jego temat. Ktoś wydający sądy o czymś, o czym nie ma zielonego pojęcia zachowuje się niegodnie, niemoralnie, nieproporcjonalnie do ludzkiej wartości. Łatwo zanegować wielowiekową tradycję tybetańskiego bon, tworzoną “w pocie czoła” niezliczonych adeptów i długiej generacji praktykujących; można to zrobić kapryśnie w jednej chwili; trudniej przychodzi jednak uczciwie, po sokratejsku czyli na mocy twierdzenia „wiem że nic nie wiem” na nią spojrzeć. Wymaga to kultury tak naukowej, filozoficznej, jak i osobistej.






