Czym jest antropognoza?

Antropognoza (gr. antropos – człowiek; gnosis – poznanie). Osobom zaznajomionym z tematyką ezoteryczną na myśl przyjść może antropozofia Rudolfa Steinera, i stwierdzam iż znalazłem się pod wielką inspiracją owego austriackiego filozofa. Niemniej antropognoza nie stanowi w żadnym razie systemu konkurencyjnego dla antropozofii. Steiner będąc teozofem skierował się na bardziej racjonalne tory praktyki „boskiej wiedzy”. Zdecydował się szukać jej śladów w samym człowieku oraz w jego kulturze. Antropognoza nie jest jednak systemem opartym o moje własne „założycielskie” sposoby, na jakie mielibyśmy osiągnąć stawiane sobie cele. Cechuje się eklektyzmem i zaufaniem do właściwości własnej natury. Polega na wybieraniu takich metod z szeroko dostępnych, które korespondują z kryterium antropognostycznym. Antropognoza jest systemem filozoficznym jeśli pod pojęciem „filozofia” rozumiemy sposób bycia, szeroko pojętego utwierdzania się w byciu. Rzecz jasna akceptujemy w tym momencie inne koncepcje filozofii: klasyczną (ogólny ogląd rzeczy), pozytywistyczną (uogólnienie nauk szczegółowych) i analityczną (logikalną) jako aspekty samej filozofii, jako niezbędne komponenty filozoficznej aktywności. Antropognoza to sposób bycia cechujący się świadomym podporządkowaniem się i w dalszej mierze podporządkowywaniu się treści Trzech Pytań Egzystencjalnych: Kim Jestem? Skąd Przychodzę? Dokąd Zmierzam? Antropognoza staje się przez to dyscypliną tak poznania, jak i działania. W zasadzie na tym można by zakończyć wykład jej istoty. Owe Trzy Pytania określają całą dziedzinę antropognozy. Człowiek szuka prawdy o Trzech Pytaniach. Jeśli jej nie szuka to znaczy, że albo nie jest człowiekiem w ścisłym tego słowa znaczeniu, albo odpowiedzi już znalazł. Na gruncie antropognozy każdy, kto szczerze podejmuje się Trzech Pytań może zostać nazwany antropognostykiem. Nie jest tak ważne gdzie szuka, istotne by to robił – taka jest techniczna przesłanka. Antropognoza staje się po drugie płaszczyzną wymiany refleksji i teorii związanych z nagromadzonym doświadczeniem. Poszczególni poszukujący mogą na jej polu dzielić się swoim poznaniem z innymi, zainteresowanymi i otwartymi towarzyszami. W przestrzeni antropognozy to nie aprioryczne kryterium decyduje o tym, co powinno być dyskutowane lub tworzone na jej obszarze ale stopień zaangażowania człowieka w swój byt poprzez kierowanie się Trzema Pytaniami. Innymi słowy antropognoza jest otwarta na wszystkich: buddystów, chrześcijan, judaistów, gnostyków, ateistów, okultystów, kosmitów. Warunkiem jest jednak to, by ludzie cenili poznanie racjonalne, żeby mieli odwagę i wolę mówienia o wiedzy, nie zaś wierze. Dla których wiara, jeśli już ją akceptują, stanowi środek ku wiedzy, stosowana jest tylko jako metoda realizacji w kierunku samopoznania. Antropognoza jest pewną modą. Antropognoza nie dostarcza odpowiedzi jako system teoretyczny – stanowi jednakże sferę, na której spotkać się mogą pojedynczy, indywidualni ludzie. Antropognoza ma na celu skłaniać ku samodzielnym poszukiwaniom znaczenia egzystencji, nie zaś dokładać kolejne stwierdzenia do i tak zabsurdalizowanej pod wieloma względami historii filozofii. Antropognoza to szkic ruchu, kierunku, nurtu filozofowania, który polega na przestrzeganiu treści Trzech Pytań i traktowaniu ich jako kryterium świadomego życia. Interesującą rzeczą jest ekstrapolacja antropognozy na różne dziedziny filozofii, jak etyka. W myśl tego można powiedzieć, iż przyczyną tzw. zła moralnego jest z punktu widzenia antropognozy brak w człowieku woli poznania prawdy o własnym bycie, która implikuje wrażliwość ontyczną, a co za tym idzie psychologiczno-etyczną. Tylko społeczeństwo nakierowane na problemy egzystencjalne może rozwijać się jako prawdziwie kulturalne. Wrażliwość na człowieka wynika z zainteresowania człowiekiem. Aby ta wrażliwość była maksymalna zainteresowanie również musi być maksymalne, a nie jest możliwe inteligentne zainteresowanie się człowiekiem bez podjęcia choćby jednego egzystencjalnego pytania. Antropognozę tworzą poszczególni ludzie. Można zatem powiedzieć iż istnieje wiele antropognoz. Nie będzie to jednak prawidłowe stwierdzenie. Celem antropognozy nie jest bowiem doprowadzenie wszystkich do jednego idealnego poznania. Człowiek osiąga prawdę jedynie poprzez indywidualną samorealizację z radykalnym poświęceniem się jej zagadnieniu. Nie spowoduje tego żaden system, nawet najlepiej opracowany. Możliwość zgody poznania wielu ludzi osiągalna jest tylko dzięki zgodności sposobów bytowania. W antropognozie jest trochę tak jak w przykładowej sytuacji z udziałem wymyślonych Indian. Antropognoza nie polega zatem na tym, że pewien Indianin wyrusza w podróż, odkrywa wielką górę i naucza później wszystkich o tej wielkiej górze, próbując ją opisać jak najdokładniej. Niektórzy wierzą, inni nie, jeszcze inni nie rozumieją. Niektórzy zafascynowani jego oratorstwem zaczynają nazywać go mistrzem. Taki Indianin, widząc bezsilność swoich zabiegów decyduje się jednak po prostu opisać, naszkicować innym drogę do tej góry, by mogli przebyć ją samodzielnie i żeby sami doświadczyli owej góry. Wówczas poznają ją tak jak on – w świetle prawdy. „Jedno pokazanie warte jest tysiąca wyjaśniań” (zen). By działanie było nieprzypadkowo skuteczne niezbędne jest odpowiednie poznanie. Ale na tym może się zaciąć filozofia. By poznanie było odpowiednie niezbędne jest nieprzypadkowo skuteczne działanie. Poznanie i działanie zlewają się niejako w jedno w autentycznej antropognozie. Marksiści głosili filozofię dla zmiany świata, Grecy filozofię dla samego poznania. Antropognoza widzi raczej potrzebę zmiany w celu osiągnięcia mądrości, transformacji człowieka ku jej możliwości – inaczej refleksja jest niemożliwa, bez zmiany (którą daje choćby praktyka zazen) wychodzimy od niedostatecznych lub niepoprawnych przesłanek, wikłamy się w teorię lub uprawiamy uwarunkowaną niezharmonizowaną, nieoświeconą osobowością metafizykę. Gdy brakuje argumentów teoretycznych człowiek może zatrzymać się w miejscu – antropognoza głosi jednak by coś zacząć robić, by nie poddawać się ale jak robak drążyć glebę tematu. Sens życia, śmierci, narodzin, cierpienia wydaje się nie do osiągnięcia, nie do poznania. Tak wygląda w przypadkach wielu teoria. Ale czy próbowali oni zrobić coś praktycznego, np. zacząć medytować? Niekoniecznie. Niektórym – jak Sartre’owi – łatwiej było stwierdzić że żadnego sensu nie ma i egzystencja jest absurdem zamiast przewertować możliwie całą dostępną kulturę ludzką by znaleźć ślady jakiejś metody. Uznaniem dla ludzkiej kultury, w moim przypadku kultury duchowej Dalekiego Wschodu, zwłaszcza tradycji tybetańskiego bon, indyjskiej jogi, chińskiego tao oraz japońskiego zen jest moja antropognoza. Antropognoza jest sposobem bycia, filozofią nakierowaną na Trzy Pytania Egzystencjalne. Nie wystarczy raz podjąć się ich zagadnienia, niezbędne jest nieustanne ich wybieranie jako że oddziaływanie ignorancji płynące z otoczenia jest zbyt duże i każdy, kto sądzi że stoi może upaść. Nie istnieje w człowieku mechanizm wybierania prawdy – niezbędna jest troska o prawdę, zdeterminowane przez siebie samego podążanie ku prawdzie na różne możliwe sposoby. Antropognostyk jest gwałtownikiem, który przemocą wdziera się do „królestwa niebios” ludzkiej wiedzy. Musi on zapewne cechować się buntem żeby skutecznie odpierać wpływy kultury masowej, która – podobnie jak świat przyrody wg Buddy – jest po postu ślepa i sama w sobie oślepia. Gdy nasi Indianie dotarli do góry rozbili tam obóz. Niektórzy się kłócili, inni ucztowali, jeszcze inni siedzieli samotnie w zadumie. Wszyscy jednak mieli bezpośredni kontakt z górą, nie mieli wątpliwości co do jej istnienia, byli z nią w kontakcie psychofizycznym. Ich ogólny ogląd spraw (filozofia klasyczna), rozważania szczegółowe (filozofia pozytywistyczna) czy też polemiki nad stosunkami wewnątrzjęzykowymi (filozofia analityczna) nie zmieniały owego faktu. Antropognozie jako sposobowi bycia nie zagrażają błędne zasady formułowania sądów, przesłanki teoretyczne, niejasne i mętne pojęcia – żadne z nich nie może w najmniejszy choćby sposób umniejszyć prawdy zrealizowanej przez sposób bycia. Na tle wielkiej góry nasi Indianie zaczęli popełniać wiele błędów natury filozoficznej, gdy tylko odwrócili się od samej góry i zapragnęli się ze sobą spierać. Przypomina to sytuację opisaną w Nowym Testamencie: „Uczniom Jezusa przyszła myśl, kto z nich jest największy. Lecz Jezus, znając myśli ich serca, wziął dziecko, postawił je przy sobie i rzekł do nich: – Kto przyjmie to dziecko w imię moje, mnie przyjmie; a kto mnie przyjmie, przyjmuje tego, który mnie posłał. Kto bowiem jest najmniejszy wśród was wszystkich, ten jest wielki” (Ew. Łukasza 46-48). W taoizmie istnieje ideał głupca, który jest jak najbardziej obrazem oświeconego filozofa, mędrca. Taki człowiek „stał się jak dziecko”. Wielka góra nie pojawia się i znika wraz ze zmianą poglądów lub teoretycznych dywagacji – znika może w świadomości Indian, którzy odwracają uwagę od prawdy, do której zaprowadziły ich nie same słowa, ale i działania. Pytanie antropognozy: co zrobiłeś w kierunku prawdy by poznać odpowiedzi na Trzy Pytania Egzystencjalne? Jeśli nic nie zrobiłeś to nie masz prawa oczekiwać odpowiedzi. Znajdują bowiem tylko ci, którzy szukają. Ci, którzy nie chcą szukać na wszelkie możliwe sposoby nie chcą na wszelkie możliwe sposoby jej znaleźć. Na koniec, by pokwitować istotę antropognostycznego dyskursu zacytuję słowa lamy Tenzina Wangyala Rinpocze: „nauki nie są poglądami, które należy gromadzić ale drogą, którą należy podążać”. Antropognoza nie redukuje się do zapisanych kart papieru lub tworzonych w głowie idei. Jej serce to praktyki pozytywnie zmieniające życie i przez to umożliwiające swobodny dostęp do bytu tak na poziomie intelektu, jak i „intuicji praktycznej”.



Słowa Mądrości

Tagi: ,



Zostaw Komentarz

(wymagane)

(wymagane)